Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

czwartek, 14 maja 2015

Czy matura z angielskiego 2015 była zbyt łatwa?



Jakie opinie po maturze 2015?


Po egzaminie na poziomie podstawowym z języka angielskiego można było usłyszeć wiele opinii, że test był wyjątkowo łatwy. Nie inaczej wyglądała sprawa z testem z jakim zmierzyli się maturzyści w przypadku poziomu rozszerzonego. Na postawie podobnych opinii wielu abiturientów niektóre portale internetowe i gazety posunęły się do analiz tego stanu rzeczy. Zadawano pytania czy polscy maturzyści tak dobrze posługują się językiem obcym co jest spowodowane wysokim poziomem nauczania języków obcych czy też z roku na rok poziom trudności egzaminu spada.

W czym jesteśmy mocni


Jako że od lat współpracujemy z uczniami przystępującymi do matury z języka angielskiego mamy na ten temat swoje zdanie. Otóż to co rzuca się w oczy w przypadku uczniów, którzy przykładają się do nauki to fakt, iż ich znajomość gramatyki, słownictwa oraz umiejętności formowania wypowiedzi pisemnych stoją na dobrym poziomie. Nie jest to dla nas zaskoczeniem ponieważ wiemy jak wiele uwagi w szkolnym nauczaniu języka angielskiego przywiązuje się do znajomości zasad, ćwiczeń gramatycznych oraz leksykalnych. Nic w tym dziwnego ponieważ takich rzeczy również wymaga się na maturze. Oczywiście to wszystko uzupełnione jest jeszcze przez praktykę w czytaniu i kolekcjonowaniu słownictwa. Przy konsekwentnym nauczycielu sumienny uczeń z maturą pisemną powinien poradzić sobie bez najmniejszych problemów. Musimy przyznać, iż nie jest ona nadmiernie trudna bo być po prostu nie może. Dobre opanowanie zagadnień, które są do niej wymagane pozwala na komunikację na przyzwoitym poziomie.

Kłopoty tutaj gdzie zawsze


Problemy zaś widzimy w tym co w języku jest najważniejsze czyli w mówieniu. Konwersacje już nie wyglądają tak dobrze. Nie mamy tutaj stricte na myśli typowych zadań pojawiających się na egzaminie ustnym czy słuchaniu lecz swobodne posługiwanie się angielskim w różnych zakresach tematycznych. Egzamin ustny z języka angielskiego ma formę sterowaną natomiast w życiu codziennym sprawy mają się zupełnie inaczej. Również słuchanie codziennych rozmów native speakerów z ulicy okazuje się problemem. Zadania ze słuchania ze zrozumieniem podczas testu maturalnego to zupełnie coś innego. Już gdzieś kiedyś w jednym z naszych artykułów przytaczaliśmy przykład ludzi, którzy myśleli, że dobrze znają angielski. Niestety ich znajomość została szybko zweryfikowana jak tylko wyjechali do pracy na Wysypy. Jak widać zupełnie inaczej ma się sprawa przygotowania pod egzamin od prawdziwego sprawdzianu z języka jakim są autentyczne konteksty spotykane w kontaktach z różnymi ludźmi mówiącymi po angielsku.

Jak rodzą się perełki


Oczywiście nie możemy sprawy generalizować ponieważ są i to nieodosobnione przypadki młodych Polaków, którzy z językiem radzą sobie świetnie. Jednakże podkreślają, iż z angielskim spotykają się jeszcze na kilku innych ścieżkach takich jak fora internetowe, gry komputerowe, piosenki, artykuły, Skype oraz wiele wiele innych. Wielu z nich narzeka na fakt zaniedbywania języka mówionego w szkołach średnich. Być może kiedyś się to zmieni...

sobota, 9 maja 2015

Jak szybko można poprawić mówienie i rozumienie

W naszym poprzednim wpisie dotyczącym nauki języka angielskiego tylko i wyłącznie po angielsku obiecaliśmy podać przykład tego, iż da się w krótkim czasie poprawić umiejętności mówienia i rozumienia ze słuchu. Nawiązujemy tutaj do sytuacji uczniów, którzy od lat pracują nad angielskim lecz zupełnie nie radzą sobie w przypadku konwersacji.

Może przeanalizujmy skąd biorą się tego typu sytuacje. Otóż niestety nadal zdarzają się nauczyciele języków obcych, którzy to namiętnie pracują z uczniami nad gramatyką i teorią. Ich zajęcia skupiają się głównie na wykonywaniu ćwiczeń. Nauka słownictwa opiera się na przygotowywaniu listy słów do zapamiętania natomiast czytanie tekstów sprowadza się do jednokrotnego przeczytania materiału z wypisaniem problematycznych zagadnień. W sposób szczególny zaniedbywane jest słuchanie, które nie dotyczy każdych zajęć a jedynie od czasu do czasu. Na lekcjach pojawia się mało "żywego" języka a zajęcia prowadzone są niemalże zawsze w języku polskim. Pilny uczeń pracujący z tego typu nauczycielem będzie znał dobrze zasady działania angielskiej mowy i posiądzie zapewne niemały zasób słownictwa (niestety często z wadliwą wymową). Do dnia dzisiejszego mieliśmy do czynienia z wieloma przypadkami odpowiadającymi powyższym twierdzeniom. Może najlepszym dowodem na to będą słowa samych klientów, którzy to piszą:


Uczeń 1:
Angielskiego uczyłem się w szkole średniej (4 lata) i 1 rok na studiach. Nie mam żadnej praktyki ani w mówieniu ani w pisaniu (oprócz szkolnych ćwiczeń).

Uczeń 2:
Moim pierwszym celem byłoby przełamanie oporu przed mówieniem w języku angielskim. Bo, choć z dużym trudem, to jestem w stanie z siebie wykrztusić kilka prostych słów po angielsku ale brak praktyki oraz strach przed błędami kompletnie mnie paraliżuje. :)

Uczeń 3:
Mój problem polega na tym, że mam już całkiem niezłe podstawy języka - zdałem niedawno jeden z najbardziej wymagających międzynarodowych egzaminów finansowych (CFA), który zdaje się tylko w języku angielskim, więc moja sytuacja powinna nie być beznadziejna. Nie mniej jednak mam straszne problemy z mówieniem.

Uczeń 4:
Angielskiego uczę się od podstawówki klasy 3 maturę na poziomie podstawowym zdałem na 80%. Mam jednak poważne problemy z mówieniem i w tym zakresie potrzebuję pomocy


To tylko kilka przykładów wiadomości jakie otrzymujemy na naszą skrzynkę. Tymczasem co tydzień podobne rozmowy odbywamy poprzez telefon. Ludzie najbardziej narzekają na to, że nie potrafią swobodnie rozmawiać. Niejednokrotnie pada stwierdzenie, iż zmarnowali wiele czasu podczas nauki w szkole oraz dodatkowo pieniądze w niektórych szkołach językowych. Pytają też czy szybko można zacząć mówić. Po raz kolejny potwierdzamy, że tak. Przykłady?

Jest ich wiele. Oczywiście duże znaczenie ma zaangażowanie ucznia i jego motywacja. Weźmy jednak przypadek pierwszego cytowanego tutaj ucznia. Mając 2 godziny tygodniowo w przeciągu miesiąca już było widać znaczna różnicę w mówieniu. Po 6 miesiącach zajęć z naszym lektorem zaczął zupełnie swobodnie posługiwać się w zakresie znanego przez siebie słownictwa. Oczywiście od początku zajęcia były prowadzone głównie w języku angielskim. Trzeba tutaj też powiedzieć, iż klient jedyną pracę jaką wykonywał to tylko 2 spotkania na Skype po 60 minut. Takich przypadków mamy jednak bez liku. 

Jak to robimy? Odpowiedź jest bardzo prosta. Otóż izolujemy ucznia od myślenia i mówienia po polsku a zmuszamy do robienia tego w języku angielskim. Mówimy, że nie musi uczyć się gramatyki ani zapamiętywać listy słówek. Podpowiadamy co może zrobić dodatkowo poza zajęciami oraz dostarczamy dodatkowe materiały. Zwracamy uwagę, że jego celem jest komunikacja a nie staranność za wszelką cenę. To wszystko powoduje, że ludzie są zaskoczeni gdy zaczynają sami swobodnie tworzyć i wypowiadać zdania. To działa od lat.

poniedziałek, 30 marca 2015

Angielski tylko po angielsku?


Uczą angielskiego po polsku


Jak to jest, że w większości polskich szkół  naucza się języka angielskiego po polsku? Kto jest to w stanie wytłumaczyć? Niestety tak wygląda sytuacja w niejednej szkole o czym świadczą rozmowy z naszymi klientami. Oczywiście mamy tutaj na myśli głównie obowiązkową edukację ale i również niektóre szkoły językowe, które nadal stosują model nauki o języku. 

Czy nauczyciel oszalał?


Jakież było zaskoczenie rodziców klasy 1 jednej z podstawówek kiedy to pewien nauczyciel języka angielskiego rozpoczął współpracę z dziećmi od samego początku tylko w języku angielskim. Niektórzy z nich stwierdzili, iż belfer zupełnie oszalał bo jak można uczyć dzieciaczki języka angielskiego tylko po angielsku, skoro one zupełnie tego języka nie znają?! To nie są żarty proszę Państwa. Zdarzają się takie sytuacje i nie dotyczą one tylko i wyłącznie najmłodszych uczniów obcujących z językiem angielskim. Wielokrotnie dorośli klienci, którzy zaczynają przygodę z angielskim od zera są w szoku gdy nasi lektorzy proponują już od pierwszych zajęć komunikować się w docelowym języku. Wydaje się to dla nich rzeczą niezrozumiałą. Jak można od samego początku mówić po angielsku jak nie umiemy nic. Czyż nie zakrawa to na absurd? 

Angielski od zera ale pełną parą


Dobry lektor potrafi pokazać, iż nawet zaczynając z poziomu zero da się niemalże 90% lekcji przeprowadzić tylko i wyłącznie w języku angielskim. Już nie jedna z osób, która miała szanse z nami współpracować mogła się o tym przekonać. Przecież jeśli chcemy mówić po angielsku to musimy jak najwięcej go używać na różne możliwe sposoby. Nauka języka nie może polegać na zapamiętywaniu teorii, zasad, problemów, wyjątków i bóg wie czego jeszcze! My angielskiego chcemy się nauczyć aby się nim posługiwać w sposób jak najbardziej swobodny. Tymczasem mamy do czynienia z wieloma przypadkami kiedy to klient mówi tak: Uczę się angielskiego od podstawówki a teraz jestem na studiach i nadal nie jestem w stanie swobodnie porozmawiać. Niewiele rozumiem. Czy da się coś z tym zrobić szybko?


Odpowiedź brzmi: Tak, da się! Już niebawem podamy przykład z życia wzięty. Zapraszamy.

niedziela, 25 stycznia 2015

Kolejny przykład na to, że podręczniki mogą szkodzić

Już  nie raz pisaliśmy o tym, iż podręczniki do nauki języka angielskiego mogą niestety szkodzić. Jak się okazało przed świętami Bożego Narodzenia 2015 nie tylko książki bezpośrednio przeznaczone do angielskiego niosą ze sobą takie ryzyko. W omawianym przypadku niechlubnym przykładem jest tym razem podręcznik do muzyki, który to został zatwierdzony przez MEN. 

Z zaistniałą sytuacją można zapoznać się odwiedzając poprzedni link. Nie chcemy tutaj po raz kolejny niepotrzebnie opisywać tej wpadki lecz warto zastanowić się jak to się dzieje, że takie rzeczy w ogóle mają miejsce. Czyżby ten tekst nie był konsultowany z żadną osobą trudniącą się językiem angielskim? Szczerze... to mamy taką nadzieję. W przeciwnym wypadku okazałoby się, że jakiś bliżej nam nieznany "nauczyciel" lub "tłumacz" w sposób zupełny minął się z powołaniem. Najgorsze jest to, że jeszcze przy okazji wyrządza krzywdę dzieciom, które zapewne chciałby się uczyć prawdziwego języka angielskiego a nie wersji Made In Poland. 

Zajmując się nauczaniem języka angielskiego przez Skype nie koncentrujemy się nadzwyczajnie podręcznikami o czym nie boimy się mówić. Jednakże często dostajemy sygnały od wielu osób na temat jakości nauczania, błędów w podręcznikach, nieracjonalnym podejściu do nauki języka oraz wielu innych, które czasem kłócą się z tym co autorzy tego typu wpadek mają w swych dokumentach. Błędy może popełniać każdy gdyż nikt nie jest alfą i omegą, lecz na Boga będąc nauczycielem, tłumaczem czy inną osobą z branży błędy szkolne powinny być poza naszą domeną!

Następnym razem postaramy się pokazać wam nieco więcej konkretów dotyczących omawianego dzisiaj tematu. 

środa, 15 października 2014

Czy szkoły językowe będą bankrutować?

ZUS na łowach w szkołach językowych


ZUS a umowy o dzieło w szkole językowej


Już jakiś czas temu gdy nawiązywaliśmy do tematu ewentualnych podwyżek w szkołach językowych spowodowanych zapowiadanym oskładkowaniem tak zwanych umów śmieciowych otwarcie przyznawaliśmy, iż umowy o dzieło nie są właściwą formą zatrudniania lektorów. Dlaczego raz jeszcze wracamy do tego tematu? Jak się okazuje ostatnimi czasy w szkołach językowych pojawiły się intensywne kontrole prowadzone przez inspektorów dobrze znanej nam instytucji zwanej ZUS-em. Ich zadaniem jest zazwyczaj sprawdzenie czy w sposób właściwy odprowadzane są wszelkie daniny oraz czy dana forma zatrudnienia zezwala na ewentualną możliwość zaniechania opłacania tej czy innej składki. Niestety w przytłaczającej liczbie przypadków szkoły mają olbrzymie kłopoty.

Jak to było i jest z umowami o dzieło


Od wielu lat najpopularniejszą umową zawieraną pomiędzy prywatnymi szkołami (nie tylko językowymi) jest właśnie typowa umowa o dzieło, gdzie tylko ona według nas może być nazywana śmieciową ze względu na brak jakiegokolwiek zabezpieczenia socjalnego. Stała się ona tak powszechna ponieważ w znakomitej większości przypadków  satysfakcjonowała obydwie strony pod względem finansowym. Pracując w oparciu o nią nauczyciel miał i w zasadzie nadal ma potrącany jedynie podatek dochodowy co wpływa pozytywnie na wysokość jego wynagrodzenia. Tymczasem pracodawca nie jest obciążony nadmiernymi kosztami pracy (zatrudnienia). Jak widać wilk syty i owca cała. W tym całym układzie zyskuje jeszcze klient ponieważ ma gwarancję niższej ceny zajęć. Wszystko wygląda to pięknie dla tych, którzy przymykają oko na pewne kwestie formalne i logiczne. Tego typu podejście można porównać jednak do igrania z ogniem mając na uwadze fakt, iż mieszkamy właśnie w Polsce. My jednak ognia nie lubimy i dlatego od samego początku naszej działalności umowę o dzieło uznaliśmy za niewłaściwą formę kontraktu. Po wyjaśnienia raz jeszcze odsyłamy do cytowanego przez nas po raz kolejny artykułu. Jak widzą Państwo interpretacja ta datowana jest na rok 2006! Z resztą czy to ma jakieś znaczenie? Według nas nie, ponieważ samo słowo dzieło mówi nam wystarczająco dużo. Na podstawie tej umowy możemy zatrudnić osobę do tłumaczeń, korekty tekstów, wybudowania ogrodzenia, domu, altanki itp. W tego typu przypadkach mamy do czynienia z konkretnymi dziełami. Nauczanie języka angielskiego czy inne zbliżone formy przekazywania wiedzy nie mają z nimi nic wspólnego.  

W tym roku prawo zinterpretujemy sobie inaczej...


Prawda jest taka, że przez wiele lat niemalże nikt z ZUS nie robił szkołom większego problemu w temacie stosowania umów o dzieło. Sytuacja diametralnie zmieniła się niewiele ponad rok temu kiedy to inspektorzy zaczęli podważać wszystkie tego typu kontrakty. Jak można się domyślić wiąże się to z koniecznością zapłacenia zaległych składek wraz z odsetkami.  Gdy kontrola dotyczy kilku lat gdzie do czynienia mamy z dużą ilością lektorów oraz zajęć suma zaległości wobec ZUS może okazać się ogromna! Na dzień dzisiejszy istnieje wiele sygnałów z różnych miejsc w Polsce, że problem nie jest błahy. Wiemy, iż duża liczba szkół zdecydowała się odwołać od decyzji urzędników a następnie w razie niepowodzenia iść do sądu. Tymczasem chyba nikt nie zna sprawy którą to udałoby się wygrać z ZUS-em w sądzie. Biorąc pod uwagę czas, finansowe zaległości, konieczność innej organizacji kontraktów, bieżące wzrastające koszty działalności oraz stresującą atmosferę możemy mieć do czynienia z licznymi upadkami szkół oraz innych biznesów, które w sposób ryzykowny zdecydowały się na zwieranie umów o dzieło w zamian umowy zlecenia gdzie występuje obowiązek lub możliwość odprowadzania składek i zapewnienia pewnego zabezpieczenia socjalnego.

Jak to szuka się kasy z zachowaniem krótkowzroczności


Na koniec pozostaje sobie zadać pytanie dlaczego przez tyle lat mieliśmy do czynienia z taką sielanką, która teraz przeradza się w koszmar wielu właścicieli firm, pracowników oraz ich klientów? Czyżby konieczność szukania dochodów budżetowych skłoniła nasze państwo do zmiany podejścia w temacie umów o dzieło zawieranych w instytucjach edukacyjnych? Według nas prawo powinno być stanowcze i przejrzyste od samego początku ponieważ tego typu działania prowadzą do totalnego chaosu, który dodatkowo może zabić wiele dobrze prosperujących i dających pracę miejsc. Jaką my tutaj w Polsce będziemy mieli z tego korzyść skoro ukaranie kogoś ogromnymi odsetkami może zniszczyć ideę lepszego jutra w wypadku wielu osób, które stanowią system naczyń połączonych.