Szukaj na tym blogu

środa, 15 października 2014

Czy szkoły językowe będą bankrutować?

ZUS na łowach w szkołach językowych


ZUS a umowy o dzieło w szkole językowej


Już jakiś czas temu gdy nawiązywaliśmy do tematu ewentualnych podwyżek w szkołach językowych spowodowanych zapowiadanym oskładkowaniem tak zwanych umów śmieciowych otwarcie przyznawaliśmy, iż umowy o dzieło nie są właściwą formą zatrudniania lektorów. Dlaczego raz jeszcze wracamy do tego tematu? Jak się okazuje ostatnimi czasy w szkołach językowych pojawiły się intensywne kontrole prowadzone przez inspektorów dobrze znanej nam instytucji zwanej ZUS-em. Ich zadaniem jest zazwyczaj sprawdzenie czy w sposób właściwy odprowadzane są wszelkie daniny oraz czy dana forma zatrudnienia zezwala na ewentualną możliwość zaniechania opłacania tej czy innej składki. Niestety w przytłaczającej liczbie przypadków szkoły mają olbrzymie kłopoty.

Jak to było i jest z umowami o dzieło


Od wielu lat najpopularniejszą umową zawieraną pomiędzy prywatnymi szkołami (nie tylko językowymi) jest właśnie typowa umowa o dzieło, gdzie tylko ona według nas może być nazywana śmieciową ze względu na brak jakiegokolwiek zabezpieczenia socjalnego. Stała się ona tak powszechna ponieważ w znakomitej większości przypadków  satysfakcjonowała obydwie strony pod względem finansowym. Pracując w oparciu o nią nauczyciel miał i w zasadzie nadal ma potrącany jedynie podatek dochodowy co wpływa pozytywnie na wysokość jego wynagrodzenia. Tymczasem pracodawca nie jest obciążony nadmiernymi kosztami pracy (zatrudnienia). Jak widać wilk syty i owca cała. W tym całym układzie zyskuje jeszcze klient ponieważ ma gwarancję niższej ceny zajęć. Wszystko wygląda to pięknie dla tych, którzy przymykają oko na pewne kwestie formalne i logiczne. Tego typu podejście można porównać jednak do igrania z ogniem mając na uwadze fakt, iż mieszkamy właśnie w Polsce. My jednak ognia nie lubimy i dlatego od samego początku naszej działalności umowę o dzieło uznaliśmy za niewłaściwą formę kontraktu. Po wyjaśnienia raz jeszcze odsyłamy do cytowanego przez nas po raz kolejny artykułu. Jak widzą Państwo interpretacja ta datowana jest na rok 2006! Z resztą czy to ma jakieś znaczenie? Według nas nie, ponieważ samo słowo dzieło mówi nam wystarczająco dużo. Na podstawie tej umowy możemy zatrudnić osobę do tłumaczeń, korekty tekstów, wybudowania ogrodzenia, domu, altanki itp. W tego typu przypadkach mamy do czynienia z konkretnymi dziełami. Nauczanie języka angielskiego czy inne zbliżone formy przekazywania wiedzy nie mają z nimi nic wspólnego.  

W tym roku prawo zinterpretujemy sobie inaczej...


Prawda jest taka, że przez wiele lat niemalże nikt z ZUS nie robił szkołom większego problemu w temacie stosowania umów o dzieło. Sytuacja diametralnie zmieniła się niewiele ponad rok temu kiedy to inspektorzy zaczęli podważać wszystkie tego typu kontrakty. Jak można się domyślić wiąże się to z koniecznością zapłacenia zaległych składek wraz z odsetkami.  Gdy kontrola dotyczy kilku lat gdzie do czynienia mamy z dużą ilością lektorów oraz zajęć suma zaległości wobec ZUS może okazać się ogromna! Na dzień dzisiejszy istnieje wiele sygnałów z różnych miejsc w Polsce, że problem nie jest błahy. Wiemy, iż duża liczba szkół zdecydowała się odwołać od decyzji urzędników a następnie w razie niepowodzenia iść do sądu. Tymczasem chyba nikt nie zna sprawy którą to udałoby się wygrać z ZUS-em w sądzie. Biorąc pod uwagę czas, finansowe zaległości, konieczność innej organizacji kontraktów, bieżące wzrastające koszty działalności oraz stresującą atmosferę możemy mieć do czynienia z licznymi upadkami szkół oraz innych biznesów, które w sposób ryzykowny zdecydowały się na zwieranie umów o dzieło w zamian umowy zlecenia gdzie występuje obowiązek lub możliwość odprowadzania składek i zapewnienia pewnego zabezpieczenia socjalnego.

Jak to szuka się kasy z zachowaniem krótkowzroczności


Na koniec pozostaje sobie zadać pytanie dlaczego przez tyle lat mieliśmy do czynienia z taką sielanką, która teraz przeradza się w koszmar wielu właścicieli firm, pracowników oraz ich klientów? Czyżby konieczność szukania dochodów budżetowych skłoniła nasze państwo do zmiany podejścia w temacie umów o dzieło zawieranych w instytucjach edukacyjnych? Według nas prawo powinno być stanowcze i przejrzyste od samego początku ponieważ tego typu działania prowadzą do totalnego chaosu, który dodatkowo może zabić wiele dobrze prosperujących i dających pracę miejsc. Jaką my tutaj w Polsce będziemy mieli z tego korzyść skoro ukaranie kogoś ogromnymi odsetkami może zniszczyć ideę lepszego jutra w wypadku wielu osób, które stanowią system naczyń połączonych.



środa, 8 października 2014

Native speakerzy nie umieją angielskiego!


Naucz się angielskiego John...


Zapewne niejedna osoba może mieć mieszane uczucia czytając tytuł naszego dzisiejszego artykułu. Ale jak ma się czuć ktoś, kto mieszkając w kraju anglojęzycznym od dziecka posługując się językiem angielskim w sposób biegły i całkowicie naturalny dostaje w Polsce z testu ocenę dostateczną? Tymczasem jego rówieśnicy z tej samej klasy dla których wysłowienie się stanowi nie lada wyzwanie otrzymują piątki. Możemy zatem wywnioskować iż, native speaker nie umie angielskiego! Bzdura nieprawdaż?

Tutaj uczymy się angielskiego a nie prawdziwego angielskiego


Tak to jest właśnie z podręcznikową nauką języków obcych. Po raz kolejny mamy przykład na to, iż nauczanie języka angielskiego w oparciu o szkolne książki i ćwiczenia bardzo często nie pokazuje nam o nim całej prawdy. Potwierdza się zatem teza, że podręczniki lubią raczyć nas nienaturalnym językiem, który dla osób z USA czy UK wydaje się być niejednokrotnie śmieszny. Nasz wpis nawiązuje do sytuacji, która miała miejsce w jednym z gimnazjów gdzie dwujęzyczny uczeń od dziecka mieszkający w Wielkiej Brytanii po powrocie do Polski musi mierzyć się z tutejszym angielskim. Ku jego zdziwieniu język, którego od przedszkola dzień w dzień używał przez 11 lat  żyjąc z rodzicami na Wyspach w pewnych sytuacjach przysparza mu problemy. Te pojawiają się na testach kiedy to niektóre odpowiedzi w jego przypadku bywają nieprawidłowe. Stąd już niedaleka droga do niższej oceny. Dlaczego się tak dzieje?

Relacje świadków


W Polsce i zapewne nie tylko u nas, uczymy się tego jakże formalnego i wyidealizowanego języka angielskiego pełnego teorii. Prawda jest jednak taka, że ten naturalny angielski słyszany każdego dnia w codziennych sytuacjach jest nieco inny. Można spotkać wiele osób, które mówią o szoku jaki doznały gdy wyjechały do Londynu i usłyszały prawdziwy angielski. Nauczyciele spotykają swoich uczniów przyjeżdżających z krajów anglojęzycznych, którzy to twierdzą, iż szkolna nauka angielskiego ma niewiele wspólnego z tym jaki ten język jest w rzeczywistości. Dlatego tak ważne jest obcowanie z jak najbardziej naturalnym językiem. Ucząc się angielskiego przez Internet mamy ku temu nieograniczone możliwości i według nas jest to ogromną zaletą, która dyskwalifikuje standardowe podejście do edukacji w zakresie języków obcych.